Hanna Kotwicka

Hanna Kotwicka dziewięć lat spędziła w Niemczech, tam też – w 1996 roku – po raz pierwszy zetknęła się z kalendarzem Majów. Po powrocie do Polski rozpoczęła pracę nad serią Ja jestem innym TY. W lutym 2001 roku zarejestrowała wydawnictwo PULSAR, którego pierwsze pozycje – Przewodnik i Klucz do Kalendarza Majów trafiły do rąk Czytelników już w marcu. Od jesieni 2001 roku prowadzi szkolenia na terenie całego kraju.

Wywiad z Hanną Kotwicką
autorką serii Ja jestem innym Ty – Kalendarz Majów.

 

Dlaczego Majowie?

Kiedyś powiedziałabym: – Przypadek sprawił, że… Dziś wiem, że to przeznaczenie. Moja przygoda z Kalendarzem Majów zaczęła się przed pięcioma laty, kiedy to przyjaciółka podarowała mi kilka niemieckich publikacji Johanna Kössnera – austriackiego propagatora rozszyfrowanej wiedzy Majów. Wszystkie pozycje przeczytałam uważnie, temat jednak, choć niezwykle interesujący, wydał mi się zbyt trudny, by się w nim zagłębiać.

Kiedy po kilku miesiącach – za sprawą tej samej przyjaciółki – trafiły do mnie kolejne książki Kössnera, bez przekonania zabrałam się do lektury, spodziewając się następnej porcji trudno przyswajalnych informacji. Tym razem jednak, w trakcie czytania ogarnęła mnie euforia. Liczby i daty przemawiały same za siebie. Kluczowe liczby Tzolkin 13 i 20 były również znaczące w moim życiu. 26 lipca – to początek Nowego Roku w Kalendarzu Trzynastu Księżyców i dzień moich imienin. 20 stycznia zmarło moje dziecko – w dniu urodzin Johanna Kössnera. Stopniowo odkrywałam coraz więcej bezpośrednich powiązań pomiędzy wiedzą zawartą w Kalendarzu a moim własnym życiem. Zrozumiałam przyczyny tragicznych zrządzeń losu, jakich życie mi nie poskąpiło i sens swojego przeznaczenia. Kiedy przeczytałam, że bazą operacyjną galaktycznych Majów jest Promienna Kotwica, ja natomiast nazywam się Kotwicka, nasuwające się z tego skojarzenie było zaczątkiem myśli, że być może jestem tą osobą, która powinna zakotwiczyć wiedzę Kalendarza w Polsce. Tak się zaczęło.

Jak przebiegała praca nad książką?

Nad książką pracowałam trzy lata (z przerwami). W 1999 rozpoczęła się moja droga krzyżowa przez wydawnictwa. Choć temat interesował wszystkich wydawców, opublikowanie blisko 600-stronicowego wolumenu wydawało się zbyt dużym ryzykiem. Przyznawano, że wiedza Majów jest wprost genialna, rewelacyjna, ale i rewolucyjna – zbyt rewolucyjna dla niektórych. Do tego, ani ja, ani Kössner nie byliśmy z wykształcenia historykami sztuki. Cóż, żyjemy w świecie paradoksów, gdzie liczą się autorytety, dyplomy, dominacja i pieniądz. Zwodzono mnie przez blisko dwa lata. Każdy z wydawców miał inne uwagi, posłusznie więc wycinałam kolejne zagadnienia i usuwałam niewygodne kwestie. W sumie, pięć razy zmieniałam wersję (coraz bardziej okrojoną), aż w końcu powiedziałam sobie: dość! Zdecydowałam sama stać się wydawcą. Był to, jak dla mnie, niezwykle śmiały krok. Nie miałam żadnego doświadczenia, a tylko wyidealizowany obraz świata. Jednak los postawił mi na drodze kilka życzliwych osób. Z ich pomocą „wiedza trzeciego tysiąclecia” opuściła strefę niemieckojęzyczną i trafiła na grunt polski.

Skąd tytuł serii „Ja jestem innym Ty”?

Z języka maja: In Lak’ech Yelir, co w tłumaczeniu na angielski brzmi I am another me. Zastanawiałam się nad trzema wersjami: Ja jestem innym Ja, Ty jesteś innym Ja i Ja jestem innym Ty. Wybrałam tę ostatnią. Uważam, że tytuł jest genialny. Posiada niezwykłą głębię. Zmusza do zastanowienia. Uczy tolerancji. Jesteśmy cząstką jednej wielkiej Całości. W każdym i we wszystkim tkwi iskra Jedynego Stwórcy Uniwersum. Na Ziemię przyszliśmy po to, aby nauczyć się okazywania szacunku dla każdej formy życia i zgodnego współżycia w grupie. Tymczasem w większości związków partnerskich wciąż jeszcze dominuje przemoc i „niepisane” prawo własności. Dwie dojrzałe indywidualności, chcąc zharmonizować Całość, powinny odnosić się z pełnym respektem do odrębności współpartnera, zamiast z nim rywalizować. W świetle praw spirytualnych my wszyscy – jako ziemski kolektyw – ponosimy odpowiedzialność za to, co się wokół nas dzieje. Tego nie uregulują żadne przepisy porządkowe. To musi wypłynąć z naszego wnętrza. Zdrowe społeczeństwo to to, w którym każda jednostka może bez skrępowania wyrażać się w grupie. Takie jest przesłanie książki.

Czy to pogranicze ezoteryki?

Ezoteryka to wiedza dostępna tylko dla wtajemniczonych lub wybranych. Ja skłaniam się bardziej ku egzoteryce. Moje publikacje adresowane są do wszystkich. Tu podpisuję się pod myślą Rudolfa Steinera:

Człowiek widzący nadzmysłowo nie powinien się ograniczać do mówienia o tym tylko takim ludziom, którzy widzą już świat nadzmysłowy. Musi on kierować swe słowa do wszystkich ludzi, bo mówi o rzeczach, które obchodzą każdego człowieka. Co więcej, wie on dobrze, że nikt bez znajomości tych rzeczy nie może się stać „człowiekiem” w prawdziwym tego słowa znaczeniu.

Czy to jedyna zbieżność poglądów ze Steinerem?

Nie. Spirytualna wiedza Majów w wielu miejscach pokrywa się z wykładami Steinera. Weźmy np. oddziaływanie pierwiastków Lucyferycznych i Arymanicznych na świadomość ludzką, czy przejawy karmy, istotę bólu lub podejście do zjawiska śmierci. Dziś mamy większe możliwości poznania światów duchowych, a co więcej – możemy otwarcie o tym mówić.

Co sądzisz o nagłym upadku cywilizacji Majów?

Najbardziej przemawia do mnie teoria gwiezdnych wojen, gdzie Ziemia, podzielona na kilka kwadrantów i sektorów, jest kosmicznym poligonem różnych bogów stwórców. W określonych okresach ewolucji dochodziło do próby sił pomiędzy bogami Ciemności a bogami Światła. Niewykluczone, że Siły Jasności musiały ewakuować się z planety lub zejść do podziemia, kodując swoją wiedzę w archetypowych znakach. Lud, opuszczony przez wodzów, w obawie przed następną inwazją porzucał swoje miasta, szukając schronienia w dżungli. Natomiast susza czy zaraza mogła być następstwem użycia nowej, śmiercionośnej broni.

Myślę, że Galaktyczni Majowie do dziś żyją pośród nas, rozproszeni po całej kuli ziemskiej i że już niedługo nastąpi ich przebudzenie. Pamiętajmy, że w 1987 roku nastąpiła zmiana biegu spinu i teraz nie zaciągamy nowych „długów”, lecz cofamy się wstecz do zalążków historii naszego upadku.

Skąd tak doskonała znajomość języka niemieckiego?

Sama się nad tym zastanawiałam. W młodości sześć lat uczyłam się niemieckiego. Miałam doskonałych wykładowców. W wieku dojrzałym dziewięć lat spędziłam w Niemczech, tylko że nigdy wcześniej nie interesowałam się ani ezoteryką, ani parapsychologią, ale od zawsze interesowała mnie ludzka psychika. Kössner pisze niezwykle zawiłym, channelingowym językiem. Jak sam się przyznał, rodowici Austriacy i Niemcy proszą go, aby jaśniej formułował swoje myśli. Skąd zatem znałam to tak bardzo specyficzne słownictwo? Myślę, że pomogli mi galaktyczni Majowie. Jeden z mistrzów reiki, patrząc na mnie, powiedział, że jestem jedną z NICH (Nawigatorów CZASU).

A jesteś?

Nie obraziłabym się, gdyby rzeczywiście tak było, ale nie miałoby to też żadnego znaczenia na moją dalszą pracę. Jestem zodiakalnym Bykiem, mocno stoję na ziemi i albo daję z siebie wszystko, co najlepsze, albo nic nie robię. Mnie fascynuje życie.

Czy wiesz, ile razy byłaś na Ziemi?

Nie. Nie interesuje mnie, kim byłam w poprzednich wcieleniach i który raz tutaj jestem. Wiem tylko, że wiele muszę się jeszcze nauczyć.

Co dała wiedza Majów Hannie Kotwickiej?

Wszystko – spokój, tolerancję, ukojenie, wiele wyzwań, poczucie spełnienia. Przede wszystkim odnalazłam cel życia.

Co to znaczy?

Osiem lat temu straciłam jedyne, ukochane dziecko. Chciałam umrzeć. Nie miałam żadnego celu. Dziś mogę już otwarcie o tym mówić, dwa lata temu byłoby to niemożliwe.

Rodzina w trosce o moje życie prowadzała mnie na różne kursy. Zaczęłam pomagać innym. Miałam doskonałe wyniki w terapii. Ludzie do mnie lgnęli i z reguły bardziej potrzebowali rozmowy niż zabiegu.

W międzyczasie przebudziły się moje zdolności artystyczne. Zaczęłam malować obrazy, ale nie było to tym, czego szukałam.

Potem zdałam pomyślnie egzaminy do Studium Fizykoterapii i Masażu przy jednej z klinik rehabilitacji w Westfalii. Byłam z siebie bardzo dumna, ale i to nie było moim powołaniem. Alergia na tle nerwowym zniweczyła moje plany.

Wtedy zdecydowałam się na powrót do Polski. Na drogę do kraju dostałam od przyjaciółki dwie kolejne książki Kössnera.

Początkowo tłumaczyłam znaki Majów dla bliskich mi osób. Były zafascynowane i chciały wiedzieć więcej. Właściwie do pracy zachęciła mnie moja mama. Ona jest wciąż nienasycona wiedzą Majów, a jest już prawie „ekspertem” w sferze kalendarza.

Czy drugi raz wybrałabyś tę samą drogę?

Tak, mimo iż mój spokojny świat stoi teraz na głowie, moje wygodne życie należy do przeszłości, doba trwa za krótko i skoro świt budzą mnie telefony. Mam moc kłopotów, ale też wiele satysfakcji.

Opinie Czytelników?

Są bardzo pochlebne. Zauważyłam, że osoby nie związane z ezoteryką, pojmują temat w lot, natomiast większość „wtajemniczonych” ma problemy ze zrozumieniem niektórych kwestii, związanych z przeznaczeniem lub siłą oddziaływania planet. Wynika z tego, że wiedza czasami blokuje, a tu liczy się elastyczność i otwartość umysłu.

Przez pewien czas obserwowałam też bojkot moich książek ze strony astrologów oraz osób z branży wydawniczej, dla których najważniejsze było wyrobione nazwisko autora, a nie ciekawy temat. Dla wielu nadal jestem „nikim”. Cóż świat biznesu jest bezlitosny. Nie skarżę się, lecz stwierdzam fakty. W świetle wiedzy o prawach CZASU wszyscy nastawieni na pieniądz i władzę wcześniej czy później sami będą musieli zniszczyć swoje irracjonalne „dzieło”. Ja w to wierzę. Oddziaływanie Praw Kosmicznych testuję na własnej skórze i czasami nie jestem tym zachwycona. Umiem jednak w każdym negatywnym zdarzeniu wychwycić choć jeden pozytywny aspekt. Dzięki temu nie koduję uraz, lecz potrafię cieszyć się z każdej przemiany.

Co z krytyką?

Na razie panuje cisza w eterze, ale wiem, że moja książka wywołała duże poruszenie w środowisku astrologów. Pojawiły się nawet głosy, że jakaś Kotwicka wymyśliła sobie jakiegoś Kössnera z Kalendarzem Majów i podważając zasady astrologii, próbuje sprzedawać czytelnikom bzdury. Jest to kompletny absurd. Nie podważam żadnych zasad i nie atakuję astrologii, bo jej nie znam. Jako neutralny obserwator rejestruję tylko fakty, bez jakiegokolwiek wartościowania ich wymowy. Wiem też, że „Stare Babilońskie Świadomości” – a wiele inkarnowało się ich na Ziemi w obecnych czasach – będą uparcie bronić swoich prawd i nie zechcą ustąpić miejsca Nowemu Duchowi. Mają do tego prawo! Żyjemy przecież w strefie wolnej woli.

Poza tym, spotkałam się też z zarzutem ze strony dwóch liczących się autorytetów, że bardzo źle tłumaczę książki. Największym paradoksem jest to, że żadna z tych osób nie znała języka niemieckiego. Usłyszałam m.in., że tytuł Ja jestem innym Ty to żałosna polszczyzna. Mnie się on podoba. Każdy ma prawo do własnego zdania.

Dowiedziałam się również, że „szanujący się” tłumacz nigdy nie użyje słowa spirytualny, ponieważ w tej branży obowiązują ścisłe zasady. Cóż, ja kieruję się własnymi. W tłumaczeniu literatury Kössnera trzymanie się konwenansów staje się wprost niemożliwe. Jak odróżnić bardzo subtelne i niezwykle ważne aspekty, pochodzące od duchowości, ducha i duszy, nie kalecząc języka polskiego? Czy określenia takie jak: spirytualny, duchowy i duszny rzeczywiście są strasznym przestępstwem? Czy nie ważniejsza jest trafność informacji?

Wróćmy do astrologii. Co najbardziej bulwersuje astrologów w książce?

Mogę powiedzieć tylko o tych, których spotkałam – ich własne ego, niemoc i nietolerancja dla nowych trendów, ale oni tego nie widzą.

To brzmi jak wyzwanie…

Ja nie rzucam wyzwań ani ich nie przyjmuję. Mam swoje własne zdanie i szanuję zdania odmienne. Tyle jest prawd na świecie, ilu ludzi. Żadna wiedza nie ma prawa wyłączności.

Jak się ma kalendarz Majów do astrologii?

Kosmologia Majów to sztuka wielowymiarowego tworzenia. Kalendarz Majów ujmuje absolutnie wszystko: wiedzę matematyczną, astronomię, numerologię, astrologię, runy galaktyczne, długą i krótką rachubę czasu, cykle ewolucji, ciało ludzkie, astrogenetykę, I-Cing, przepowiednie… Jest to swego rodzaju kalendarzowy leksykon.

W zachowanych Kodeksach Drezdeńskich, obok wysokiej wiedzy astronomicznej Majów, można również znaleźć obszerny materiał astrologiczny. Punktem wyjściowym były Narodziny Planety Wenus. Wiele budowli Majów służyło za obserwatoria wschodów i zachodów planet, wykorzystywanych do celów astrologicznych. Zjawiska kosmiczne, ruchy planet, plamy na Słońcu i ich wpływ na ludzką psychikę czy płodność gatunku interesowały Majów szczególnie. Słońce czcili jako najwyższe bóstwo, dlatego istotą ich astrologii były wpływy słoneczne i cykliczność zjawisk w Układzie Słonecznym. Układ gwiazd w Zodiaku był jedynie tłem, swego rodzaju kosmicznym cyferblatem. We współczesnej astrologii zachowano tradycyjne nazewnictwo odcinków ekliptyki, choć w rzeczywistości pierwszy znak wiosny nie jest już znakiem Barana, a znakiem Ryb. Mimo to cykl astrologiczny działa jak przed wiekami. Wiedza Majów nie zaprzecza współczesnej astrologii, lecz ją dopełnia i powiedziałabym przewyższa, ponieważ patrzy na świat z perspektywy czwartego wymiaru. Tam nadal istnieje piąta planeta – Maldek, dlatego siła jej oddziaływania ujęta jest w ich kalendarzu. A jej moc jest nie byle jaka – niesie praworządność, miłosierdzie, wolę życia i potężny instynkt węża. W religii i kulturze Majów wąż miał wyjątkowe znaczenie – symbolizował proroka Quetzalcoatl. W średniowieczu planeta Maldek popadła, niestety, w zapomnienie. Wszyscy wiemy, jaki duch przyświecał tamtej epoce historycznej i dlaczego siła piątej planety Układu Słonecznego stała się niewygodna, wręcz niepożądana.

Współczesna astrologia wywodzi się z Mezopotamii (Sumer, Asyria, Babilonia). Tam też zrodził się dwunastomiesięczny kalendarz, znaki Zodiaku, pojęcie kary i grzechu, negatywna energia pieniądza… Duch babiloński, przedostając się za sprawą kapłaństwa do astrologii, stał się doskonałym narzędziem manipulacji i zaszczepiania wibracji strachu.

Kalendarz Majów, otwierając bramy do czwartego wymiaru, odsłania wiele tajemnic nieba. Chodzi bowiem o to, by zdemaskować fałsz, nie kodować podświadomego lęku, przywrócić ludziom podstępnie skradzioną wolność i prawo do samostanowienia.

Co znaczą dni dobre i złe we współczesnych horoskopach? Wyjść czy nie wyjść z domu? Albo: Czy korzystna pozycja Jowisza w dniu narodzin rzeczywiście przynosi tej osobie szczęście, a niekorzystne położenie Saturna pecha? Pamiętajmy, że w życiu przyciągamy najsilniej to, czego się najbardziej boimy. Do odkrycia tej prawdy nie potrzebujemy horoskopów, wystarczy spojrzeć do swojego wnętrza, by odnaleźć przyczynę i świadomie ją uzdrowić. Pech przestanie nas wtedy prześladować bez względu na to, czy jesteśmy związani z Saturnem, czy też nie… Wszystkich „niezadowolonych” zapraszam do lektury książki Adriana G. Gilberta i Maurice M. Cotterella Prorocza wiedza Majów. Znajdą tam wiele interesujących dowodów naukowych.

A numerologia?

Wiedza zapisana w Kalendarzu Majów i numerologia doskonale się dopełniają. Numerologia stwarza określony obraz, pokazuje tło, nakreśla horyzonty działań. Robi to niezwykle precyzyjnie, ale brakuje jej aktu czynu. Portret numerologiczny wniesiony do Kalendarza Majów robi się żywym obrazem. Dzięki temu zyskujemy możliwość nie tylko obserwacji biegu wydarzeń czy zachodzących zmian, ale przede wszystkim podejmowania świadomych decyzji i odmiany na lepsze swego losu. To samo tyczy się horoskopów. Ważne jest jednak, kto kreśli nam portret numerologiczny czy horoskop i w jaki sposób go interpretuje. Niestety, tu również spotkać można babilońskich trenerów strachu, choć niektórzy z nich są tego zupełnie nieświadomi. O mały włos sama nie nabrałam się na ich sztuczki. Dlatego słuchajmy mądrych rad, czytajmy najwspanialsze książki, zamawiajmy horoskopy, chodźmy do wróżek, ale zawsze i wszędzie kierujmy się intuicją i głosem serca. Są to nasi jedyni, nieomylni doradcy.

Jeżeli ktoś uważa, że w życiu wciąż prześladuje go pech, powinien zastanowić się, dlaczego tak się dzieje. Pech jest naturalnym hamulcem, który chce nas uchronić przed powielaniem starych błędów. W takich sytuacjach spróbujmy poszukać innych rozwiązań – nowych dróg, może nieco dłuższych, ale prowadzących prosto do celu.

Plany na przyszłość…

Są niezmiernie bogate. Na jesieni chciałabym wydać czwartą, ostatnią część serii, choć niewykluczone, że dojdzie jeszcze suplement. Tyle ciekawych rzeczy usunęłam z książki…

Chciałabym też napisać kilka słów o ego i ukazać je w zupełnie innym świetle. Publikacja ta byłaby swego rodzaju poradnikiem adresowanym do osób, mających problemy z samym sobą.

Starożytni Rzymianie mówiąc ego, mieli na myśli ja. Nie wiem też, dlaczego w przekładach Freuda na angielski zastąpiono słowo ja łacińskim ego. W wielu spirytualnych filozofiach definiuje się ludzkie ego jako coś negatywnego, co należy zniszczyć. Błąd rozumowania! My mamy budować, a nie niszczyć. Ego to nasze „młodsze”, niedoskonałe ja. Niszcząc je, zniszczymy cząstkę siebie. Czyż nie lepiej je zresocjalizować – świadomie przekształcić, aby nie powstała kolejna luka?

Poza tym mam do przetłumaczenia jeszcze wiele interesujących prac Argüellesa, Kössnera oraz innych autorów.

Czy nie obawiasz się konkurencji?

Wiem, że konkurencja nie śpi. Mnie to nie przeraża. Jeśli znajdą się lepsi ode mnie, chętnie przekażę pałeczkę, a nawet udostępnię ciekawe materiały. Pracy starczy dla wszystkich. To, co ja wiem o kalendarzu Tzolkin – to zaledwie kilka procent. Tak wiele jest jeszcze do przekazania.

Co na przykład?

Tzolkin i I-Cing, runy galaktyczne, prawo sześcianu, Tzolkin i ciało ludzkie, marsz Wojowników Szambali, kalendarz naukowy…

Największe marzenie…

Znaleźć sponsora, zaprosić Johanna Kössnera do Polski (wyraził zgodę). Sama nie dam rady. Ten człowiek to chodzący Psi-Bank. Jest wspaniały, dowcipny, bardzo bezpośredni.

Poza tym chciałabym stworzyć punkty konsultacyjne albo inaczej ośrodki „psychosolarnej medycyny”, gdzie każdy potrzebujący mógłby skorzystać z bezpłatnej porady lub krótkiego zabiegu (np. metodą Energii Uniwersalnej) – coś na wzór ośrodków utworzonych przez Rosemary Altea. Ona też startowała od zera, ale udało się. W krótkim czasie przyłączyło się do niej wiele pomocnych osób. Wykształciła wielu uczniów. Dla realizacji tej idei gotowa byłabym zrezygnować z pisania. Niesienie pomocy innym to najpiękniejsza służba. W czasie choroby mojego dziecka spotkałam się z niezwykłą życzliwością Niemców w przeciwieństwie do naszych rodaków. Do dziś mam tam wielu przyjaciół. To wspaniały naród. Nie powinna dzielić nas historia.

Świat nie musi być wcale taki zły, jak większość z nas uważa. Wystarczy zacząć od siebie – od porządkowania własnego podwórka. Zaraz przyłączą się inni. Wystarczy stosunkowo niewielka liczba osób, aby dokonać wielkich zmian na skalę całego świata. Pamiętajmy, że zgodnie z Prawem Pokrewieństw – podobne przyciąga podobne.

Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał – Tomasz Olszowski